14 lutego 2026

Proszę pani poszukuję ideału, czyli czy takowy istnieje?

Czy istnieje facet idealny – dla mnie?

Chciałabym się zakochać. I mieć faceta… – mówię spokojnym głosem, z nutką nostalgii, trochę bardziej do siebie niż do słuchawki, w której oddycha moja koleżanka.

Z drugiej strony słyszę tylko zdziwienie
– Edzia, ty, serio?

– Nie wiem – odpowiadam zgodnie z prawdą - Ale… czy to nie byłoby miłe, tak po prostu z kimś dzielić życie? Takiego mieć niegrzecznego misia, no wiesz z wyglądu brutal wewnątrz złote serce ciepły miły ale żeby jak tak spojrzeć, to strach się nie bać , jak na filmach z Hallmarku

Zapadła cisza. I zanim na dobre zdążyłam się rozmarzyć o trzymaniu się za ręce i wspólnych wieczorach z winem i śmiechem z moim brutalem w stylu Jason Mama czy Dwayne Johnson, ciszę przerwał głośny śmiech.

– Edzia, naprawdę?

– No… nie wiem – mówię trochę zagubiona, bo serio… faceci teraz to tacy… no, nijacy? Jedni wiecznie zagubieni, drudzy przestraszeni, trzeci wciąż niegotowi. Ch wyłysiał prawie doszczętnie ale jeszcze nie wie kim chce być gdy dorośnie i jaki jest jego cel związkowy. A jeszcze inni – jacyś dziwnie cyfrowi, jakby bardziej obecni w ekranie niż w realu. 

– A jakiego byś chciała? Tego „idealnego dla siebie”?

– No, takiego ogarniętego. Żeby miał pracę. Mieszkanie. Finanse mniej więcej pod kontrolą. Żeby jego jedyną rozrywką nie było upijanie się w samotności i spanie do trzynastej. Żeby był dojrzały emocjonalnie i wiedział, kim chce być, gdy już nie będzie się musiał mamusi pytać o zdanie...

– Okej… i co jeszcze?

– Żeby miał jakieś hobby – takie prawdziwe, a nie tylko kolekcjonowanie byłych i wysyłanie zdjęć prącia do przypadkowych kobiet. Żeby nie kręciło go godzinami scrollowanie insta lasek z wywalonym cycem i przyklejonym filterkiem wygładzającym wszelkie zmarszczki i wydymającym usta.  Żeby umiał jeść nożem i widelcem i mył ręce przed posiłkiem. 

Tu słychać znów śmiech w słuchawce.
– No co? To ważne! Jak mam z kimś dzielić życie, to nie mogę patrzeć, jak mi palcami szarpie kurczaka jak neandertalczyk. To nie jest estetyczne dla mnie. Siedzi taki, dupe drapie a potem grzebie w kurczaku.

– Dobra, dalej. Co jeszcze?

– Żeby był romantyczny, ale z umiarem. Za dużo romantyzmu to ja nie zdzierżę. Jakby mi co drugi dzień śpiewał serenady, to też by mnie szlag trafił. Ale żeby potrafił gestem chociaż od czasu do czasu.. Kwiatki bez okazji. Ciepłe słowo. Żeby widział, że ma skarb, a nie brał to za pewnik. Żeby był odpowiedzialny – za siebie i za innych. Żeby ogarniał wokół siebie, nie oczekując, że będę mamusią, żoną i kochanką w jednym. Bo ja nie mam zamiaru nikomu podtykać obiadków pod nos, a potem jeszcze pytać, czy zjadł wszystko i może deser? Żeby wiedział że naczynia się same nie zmywają i dom się sam nie sprząta. 

– No Edzia… wymagania masz.

– Wiem. I dobrze. Bo ja nie szukam księcia. Szukam partnera. A to różnica.

Bo wiecie, mój facet idealny to też taki, który:

– potrafi słuchać, a nie tylko czekać, aż przestanę mówić, żeby znów mógł powiedzieć coś o sobie,
– nie panikuje, gdy widzi emocje – nie musi ich rozumieć, ale dobrze by było, gdyby ich nie wyśmiewał,
– umie się śmiać z siebie – a nie tylko z innych,
– wie, że „pomoc w domu” to nie pomoc, tylko wspólne życie,
– nie boi się terapii, bo rozumie, że zdrowie psychiczne to nie słabość, tylko higiena duszy,
– ma przyjaciół, ale nie cały harem "koleżanek od zawsze", które nagle przypominają sobie o nim o północy,
– nie ucieka, jak coś idzie nie po jego myśli – tylko rozmawia, oddycha i zostaje,
– umie powiedzieć „przepraszam”, „nie wiem” i „masz rację”,
– i jak powie, że zadzwoni, to dzwoni. Bo słowo coś znaczy.

I jeszcze… żeby nie musiał być idealny. Tylko prawdziwy. Taki, z którym nie będę się czuła „za dużo” ani „nie dość”. Taki, który przy mnie też będzie sobą – nie bohaterem, nie aktorem, nie „facetem z internetów”.

Bo w sumie… ja już nie marzę o księciu.
Chcę kogoś, kto po prostu przyjdzie, usiądzie obok i powie:
– Cześć Edzia. Zrobiłem herbatę. Z miodem. Bo wiem, że tak lubisz.


19 lipca 2025

Przeraszam panią ...tak się flirtuje po 40stce (temat dla dorosłych)

Jak to się dzieje, że w dzisiejszym świecie miarą dobrej konwersacji staje się otrzymanie od faceta zdjęcia jego prącia?

Serio, kiedy to się stało? W którym momencie mężczyźni uznali, że najlepszym sposobem na otwarcie relacji – albo, na jej rozwinięcie – jest wyciągnięcie karty atutowej w postaci siurka zrobionego w trybie portretowym?
Bez pytania, bez kontekstu, bez „cześć”, „co u Ciebie” – po prostu łap, oto ja w pełnej gotowości.

Czy to nowy język flirtu?
Czy to znak czasów, gdzie zamiast wymieniać się myślami, wymieniamy się genitaliami?
Czy naprawdę żyjemy w świecie, w którym penis stał się formą autoprezentacji?

Nie zrozumcie mnie źle – nie jestem z tych, co mdleją na widok nagości. Seksualność jest super. Ciało ludzkie – cudowne. Ale gdzie się podziała rozmowa, napięcie, tajemnica?
Kiedyś erotyka to było: „powiedz mi coś głosem”, a dziś: „pokaż mi coś fleszem”.

I okej – pewnie gdzieś są kobiety, które to kręci, które się jarają, które klikają „wow” i „jeszcze”.
Ale z mojego doświadczenia wynika, że większość z nas reaguje raczej w stylu:
„Okej, ale... dlaczego? I po co mi to teraz, o 9:42 rano, kiedy jem owsiankę?”

Czy on chce się pochwalić? 

Poskarżyć? 

Szuka, żeby ktoś mu skłamał i napisał: „O raju, nigdy czegoś takiego nie widziałam!”? 

Może myśli, że to takie cyfrowe „cześć, jak się masz”?

Albo, że jest jak z mema: "Nie wiem, czy to dobre zdjęcie... ale moja pała mówi, że tak."

Nie wiem. 

Może liczy, że zainspiruje. Może zbiera recenzje jak na Tripadvisorze.
A może naprawdę myśli, że to działa?

Serio: czy na takiego DickPica jakakolwiek kobieta odpowiedziała w stylu:
„Boże, jaki piękny. Wchodzę w to. Tu i teraz. Chcę znać jego osobowość, przemyślenia o życiu i ulubione gacie w jakie go chowa”?


Starzeję się, cholera. Bo ostatnio dostałam takiego pikantnego pikczera i zamiast się oburzyć – to się podjarałam… udami. Tak, dobrze czytacie. Uda. Facet miał tak estetycznie rozbudowane mięśnie udowe, że zapytałam, czy chodzi na siłownię, czy może to tak od samego chodzenia się zrobiło. Może szczęściarz i nie musi ćwiczyć, kto wie, przecież nie znam dobrze kolesia...

Generalnie… zapomniałam pochwalić prącie. Ale elegancko powiększyłam zdjęcie na ekranie by się udom przyjrzeć i byłam pełna podziwu, bo się chudy chłop wydawał, a udem mnie zaskoczył bardziej niż penisem.

No i oto jesteśmy. W erze, gdzie penis stał się cyfrową wizytówką. Bez nazwiska. Za to z efektem HDR.

Wygląda na to, że zamiast kwiatów, dostajemy teraz zdjęcia pytona. Takie czasy. Romantyzm level 100.

Ale dzięki tym doświadczeniom ustaliłam typologię peniso-wysyłaczy, no bo każdy ma swój styl

  1. Artysta konceptualny – gra światłem, tłem i kątem. Mistrz kompozycji.

  2. Chwalipięta z podstawówki – „Zobacz, jaki mam patyk, nie boisz się?”

  3. Zgubiony chłopczyk – wysyła, po czym pisze: „I co myślisz?” jakby pytał mamę o opinię na temat laurki.

  4. Zaskoczony sobą – "Nigdy takiego nie miałem. Musiałem się podzielić."

Wiem, wiem zaraz się rzuci stado macho na mnie, ze kobiety też gołe zdjęcia wysyłają, że nie tylko faceci bawią się w cyfrowy ekshibicjonizm. Tak. Kobiety też wysyłają zdjęcia. Czasem cycków, czasem całych sesji z filtra glamour, zachęcając panów, by pougniatali jak ciasto na bułki. 

Ale generalnie uważam, że jednak jest subtelna różnica między pikantną fotką a inwazją siurka znienacka. Nie wiem nawet jak takiego nagłego napadacza członowego mam skomentować, no bo co się komentuje? Kolor światła? Kadr? Entuzjazm o 9tej rano? Gotowość do boju? Pozycję stojącą czy leżącą? no co?

Nie wiem jak to podsumować....  Ale wiem jedno:

Penis w skrzynce odbiorczej to nie flirt. To nie rozmowa. To nie zaproszenie do intymności.
To jakby ktoś ci rzucił mięso na wycieraczkę i krzyknął: „Smacznego, kochanie!”

Ja tam wolę dialog. Napięcie. Powolne odkrywanie.
A nie: „siema, oto mój siurek, daj znać co sądzisz”.

Więc jeśli kiedykolwiek znów dostanę DickPica – a dostanę, to wiadomo –
to przynajmniej będę pamiętać, że żyję w epoce, w której kwiaty umarły, a pytony są w rozkwicie.

Romantyzm 2.0 – rozbierany, szybki, z filtrem i fleszem.
Tylko szkoda, że bez sensu.


18 maja 2025

Przepraszam Panią, czy kiedyś nie było inaczej?

Kiedyś było inaczej.

Ludzie patrzyli na siebie, a nie w ekrany telefonów. Człowiek uśmiechał się do ludzi i z życzliwością się kłaniał, takie zwykłe Dzień Dobry nawet obcemu mówi.

A teraz? Patrzą na siebie wilkiem. A jak się do kogoś uśmiechniesz, to w najlepszym wypadku odwraca wzrok. Raczej spojrzy jak na wariata, a jeszcze się czasem zapyta „co się gapisz?”.


Kiedyś było inaczej.

Człowiek wsiadał do samolotu — „proszę”, „przepraszam”, „dzień dobry”, „dziękuję”. Siadało się obok obcego człowieka i się rozmawiało.

Leciałam kiedyś z nieletnią, a obok siedziała pani, z którą rozmawiałyśmy o sztuce. Gdy młodą zaczęły boleć uszy, ta pani wyciągnęła wkładki higieniczne i razem jej uszy zaklejałyśmy, ratując ją od bólu, a nas od jej płaczu.

Ludzie nie wkurzali się w trzy sekundy, że dziecko płacze... Dawali cukierki i gumy do żucia, że niby pomoże

A teraz?

Wchodzę do samolotu, siadam, a ktoś kto obok siedzi nawet nie spojrzy. Po co? Wyciąga słuchawki, napieprza muzyką tak głośno, że nawet ja słyszę. Rozkłada się łokciami i kolanami, jakby był sam w całym samolocie. Może marzy, że leci pierwszą klasą, a nie Wizzairem… Nie wiem... To już nie te czasy, że ja bojąca się latać napotkałam obcego towarzysza lotu, który mnie cały czas zagadywał i rozśmieszał, nawet za rękę potrzymał przy ładowaniu jak się na pół samolotu do pilota darłam - ''hamuj Zenon''. Śmiechu było. Wyobrażasz sobie dziś, żeby obcy chłop mnie za rękę łapał? prędzej mu odpadnie niż on dotknie, ale co mu się dziwić, nawet jakby chciał dotknąć to się może i boi, ze go oskarżę o molestowanie a nie o pocieszanie... Dzisiaj to już nic nie wiadomo.


Kiedyś było inaczej.

Ludzie poznawali się organicznie. Szło się na potańcówkę, zawsze jakiś chłopak do pary się znalazł. Dziś? Już nikt w klubach czy na dyskotekach nie tańczy parami.

Na wolnym kawałku nikt nie podchodzi, nie pyta: „czy mogę prosić do tańca?” a potem takiego przytulasa się tańczy z lewej do prawej i już wiadomo, że jak jeszcze ze 3 tańce poprosi, to już coś się kręci w powietrzu. 

Całymi grupami spotykaliśmy się w parku i wszyscy ze wszystkimi się jakoś znaliśmy z okolicy, tak się poznawaliśmy w realu, w parku, na dyskotece, w szkole...

Teraz siedzą w telefonach i poznają się na portalach randkowych. Po pierwszej randce idą tańczyć do łóżka i nikt już nie chce się kochać...

Telefony wodzą na pokuszenie.

Łatwa dostępność wszystkiego zabija związki, zaufanie, relacje... Bo taki wchodzi na Instagram i szuka bab do oglądania. Pasie się widokiem tego, czego w domu nie ma, i wrażeń mu się zachciewa. Wysyła wiadomości ukradkiem, po cichu, i zdradza — najpierw emocjonalnie, potem cieleśnie.

Nie to, że kiedyś ludzie nie zdradzali — ale mniejsza dostępność była. Mniejsza pula do wyboru. Trzeba się było spotkać. Może jakaś lisica w pracy zakręciła kitą, albo jakiś tam misiu pysiu zamerdał ogonkiem i poszli „w długą”...

Ale telefon był jeden — stacjonarny. Nie było sms-ów ukradkiem, nie było wiadomości głosowych, Instagrama, Facebooka, TikToka i całej tej pokusowej otoczki.

Jak się kogoś spotkało, można było zrobić wywiad — czy żonaty, czy nie, czy babiarz, czy porządny. A teraz? Nie wiadomo. Wszystko podszyte fałszem. Ciężko się zorientować, kto komu i z kim. Żonaci na portalach randkowych ogłaszają się jako wolni i dostępni, „szukający związków”. Pogubieni życiowo szukają odskoczni od rzeczywistości... I w tym bagnie ciężko znaleźć zaczarowaną żabę, bo całujesz — i dalej ropucha, a nie książę.

Poznasz w końcu takiego co wolny, co miłości szuka, nawija ci makaron na uszy jak on to cię kocha i docenia, a w kiblu na sraczu siedzi i ogląda duże cycki i wielkie dupy na instagramie, przewija palcem i lajkuje i myśli kretyn, że ja nie widzę. A potem się głupio tłumaczy, że on tylko tak, bo nie miał co robić... A jakby tak do sracza pójść bez telefonu? większość nawet sobie tego nie wyobraża - jak to iść srać bez telefonu? co będą robić? niesamowite... zwykłe siedzenie i sranie już nie jest normą... przewijanie tiktoka, instagrama i tych innych jest rozrywką srającą. 

Kręcę głową z niedowierzaniem... ale tak jest... życie


Kiedyś było inaczej.

Jechało się po mapie i po znakach. Człowiek błądził, gubił się — ale jakie to były przygody! Wokół ronda trzy razy się jeździło, bo nie wiadomo, w który zjazd skręcić. „Jedź w lewo!” — „Ale które to lewo?” jak wspomnę sobie te wszystkie przejażdżki, z których nie wiadomo jak było wrócić. Fantastycznie. 

A teraz? GPS prowadzi bez przygód. I brakuje mi tego w naszym życiu... Ale nie mówię, ze nie pożyteczny... Tylko pytam, kto teraz umie mapę czytać,  skoro wszystko mamy technologia... Jakby tak jebnął system, to ilu z nas by dało rade gdzieś się przemieścić bez kompletnego zagubienia i paniki w mózgu? 


Czekam na samolot i rozmyślam i zapisuję te myśli na prędko w notatkach, z myślą , że posta napisze, takiego po latach, posta o tym, ze kiedyś było inaczej. Wzdycham i gdy nagle cień nade mną się pojawia.. Przechodzi obok człowiek, patrzę mu prosto w oczy. Spanikował. 

Obserwuję ludzi przez jakieś 10 minut — wszyscy pochylają głowy. Pochylają się nad telefonami, które kradną im życie. 

A ja patrzę na faceta, który zasiadł na wprost mnie — wzrok spotyka się z moim na trzy sekundy i on od razu ucieka. Patrzę na dziewczynę zapatrzoną w przestrzeń, a gdy zauważa, że ją obserwuję, spuszcza głowę — w telefon. Jakby ten telefon miał ją uratować przed tym wielkim dyskomfortem mojego spojrzenia... zawstydziła się, że ją oczami spotkałam gdy ona miała chwilę sam na sam z zamyśleniem?

Patrzę — i nie widzę ludzkich twarzy. Wszystko zapatrzone w te małe ekraniki. Garby im rosną od tych pochylonych głów.

Pochylam głowę nad swoim — ale tylko po to, by te myśli zapisać, zaraz wrócę do obserwacji ludzi i do moich myśli wszelakich.


Kiedyś było inaczej.

A teraz?

Ludzie z ludźmi nie rozmawiają.

Jakoś tak... obok siebie, w dyskomforcie.

Słuchawki w uszach — nawet po to, by udawać, że się nie słyszy.

Blokada między nami.

Coraz mniej człowieka w człowieku.


Smutna to sprawa... 

**Wasza Edzia** 😘

27 maja 2024

Przepraszam panią, ja tu jestem

Czy znacie ludzi co mają czasoprzestrzeń, dla których pojęcie czasu jest pojęciem względnym, czas istnieje ale nie do końca ogarniają, bo właściwie to czym jest czas i jak niektóre jednostki czasu określić? Bo kto właściwie określił ile to jest ZARAZ, ile to jest PÓŹNIEJ, ile to jest za CHWILĘ czy za MOMENT

Dla mnie czas jest wyznacznikiem minutowym - znaczy się będę o 16stej to jestem o 16stej. 21 maja to 21 maja, popołudnie to popołudnie ale jak już się ze mną umówisz na popołudnie to musisz na konkretną godzinę, bo inaczej mi mózg nie ogarnie. 

Poznałam FACETA. Jednostka czasowa to zaraz, wkrótce, niedługo, pomiędzy, później, potem, za trochę, za mninute która trwać może 10 minut, za sekundę która mija w sekundę i 10 minut póżniej nadal nic się nie dzieje, kiedyś, za jakiś czas, w dzień, wieczorem,(rano nie istnieje bo on śpi do południa) 

Czas JUŻ i TERAZ nie mają bytu, bo nawet jak powiem, że już idziemy to i tak wiadomo że mu ze dwie godziny zejdzie zanim się wymamroli. Czy kocham go za to mniej? nie, ale ile osoba taka jak ja, która lubi bardziej konkretne jednostki czasowe się przez to nawkurza, ocho ho i jeszcze trochę... 

-Kochanie idziemy do sklepu.

-kiedy? 

-teraz... 

-ok.... 

supermarket zaraz zamykają a on jeszcze papierosa, jeszcze coś se pogada, jeszcze coś tam sprawdzi, w szafie pogrzebie, do kibla pójdzie... Godzinę później sklep zamknęli, on jeszcze spodni nie założył bo przysiadł i go internet wciągnął niespodziewanie, ja z fochem a on że w lokalnym i tak można kupić to po co nam supermarket. Pełen relax czemu się babo wkurzasz... 

Zlitujcie się nade mną bogowie czasu... 

Ale muszę przyznać że gdyby nie Ewa, to chyba bym nie dała rady wcale ogarnąć tej czasoprzestrzeni. Otóż Ewa też ma taką czasoprzestrzeń...i już się z nią oswoiłam zanim poznałam FACETA. Wszak Ewa nigdy się nie spóźnia co nie można powiedzieć o Facecie... ale o tym za chwilę.

Jako że ja jestem tu a Ewa tam, to łączą nas linie lotnicze. Dzwoni Ewa, że by przyleciałą w odwiedziny. Dobra to ci nowina, radosnym kwiknięciem pytam - KIEDY?  odpisuje i tu cytat -
29 paździrnika ci pasuje? 

Pasuje

Po czym w rozmowie pytam czy z dzień wcześniej nie mogłaby przylecieć bo byśmy trochę więcej czasu miały razem, na co Ewcia, że nie, bo w pracy na zastępstwo nie ma nikogo i dopiero 29tego.. 

OK.

Trzy dni później dostaję SMS potwierdzającego - bilety kupione i treść taka - Jestem w Londynie na Heathrow o godzinie 7.55 twojego czasu a wylatuje od Ciebie 1 listopada ze Stansted o 8.25 rano. 

Bosko. 

W pracy załatwiłam by mnie na sobotę nie wstawiali i smsem natychmiastowo informuję koleżankę treścią taką-  Sobota 29tego mam wolną, ale jeszcze poniedziałek 1szego pod znakiem zapytania. 

Mija trochę czasu. Odliczamy dni. Ja w między czasie na wczasach w Turcji. Wszystko obliczone bo elegancko z Turcji wracam w środę, Ewa przylatuje w sobotę. Jest ok. 

Tydzień przed przylotem potwierdzam koleżance i wiadomość pisze taką- Czy na pewno jesteś koło 8smej mojego czasu, upewniam się tylko bo twoja percepcja czasu jest inna niż większości 

Na co odpowiedź padła - piszą że na Heathrow będę o 7.55

Spokojna, zapewniona czekam przylotu.

Jest 28 paździenika, piątek.... 8.40 rano. Jadę do pracy, już właściwie wjeżdzam na parking... Jadę, śpiewam sobie, zadowolona, bo miałam pracować na popopłudnie z domu ale mnie trzeba było w banku na miejscu, to mi zmienili i mi pasowało tak wlasnie. Jadę i sobie obmyślam plan akcji na dziś, że pojadę na zakupy, dom ogarne bo jutro będzie Ewa... lalalalalala

Dzwoni telefon. Ewa dzwoni. Godzina poranna, myślę.. coś się stało? Odbieram

- Cześć Ewuniu, co tam?

- O Edzia, Edziu ty mi powiedz gdzie ja mam iść bo ja już wyszłam tu na zewnątrz.

Nastała wiekopomna cisza, kulki mi się zaczęły zderzać... Myśli jakieś, koncentracja za kierownicą się rozproszyła na chwilę...

- A gdzie ty Ewa jesteś - pytam zdziwionym zaskoczeniem

- No ja jestem tu, już wyszłam, gdzie mam iść, gdzie ty czekasz?

Ewa takim pewnikiem do mnie i sobie myśle, ale sobie żarty stroi. Wie że jej poczucie czasu jest inne, to se robi jaja na pewno.... ale nagle słyszę takie jakby niepewne....

- Edzia...

Przerywam myślenie i zadaję pytanie kontrolujące i juz zaczynam sie w duchu śmiać bo jej powaga daje mi do zrozumienia ze właściwe już wiem jaka będzie odpowiedź

- Ewa, ty jesteś już w Londynie  na Heathrow? 

- Taaaaak? - odpowiada jakby pytająco

- Tu w Londynie jesteś, na Heathrow, na lotnisku, dzisiaj? - dopytuje z lekkim niedowierzaniem, w duchu juz sie śmiejąc ale jeszcze jakby walczę - generalnie próbuję proces myślowy ogarnąc i chyba daje czas kulkom by się mogły zderzyć 

- Noooo

- Ale dzisiaj jest piątek, 28?? Ty miałaś być jutro? Ja jadę do pracy, jestem w pracy, tam gdzie ty to mnie nie ma

- Aaaaaaaacha.... odpowiada Ewa achnięciem któro mówi właściwie wszystko... - to ja tu poczekam aż skończysz pracę - rzekła jakby z lekkim poddaniem sie sytuacji, zwątpienie typu - znowu coś narozrabiałam

Przynajmniej się nie spóźniła, a że przyleciała dzień wcześniej - a co, miła niespodzianka... Generalnie się dostosowała do mojej pierwszej prośby - czy by nie mogła dzień wczaśniej, jak widać - mogła :)
Wszak zajęło nam trochę znalezienie transportu, bo się z pracy nie mogłam wyrwać i trochę się Ewa sama na siebie zdenerowała, ale ile potem się usiałyśmy z tej rozmowy - Edzia gdzie jesteś bo ja jestm tu....

ach  to nasze.... 

Generalnie żadna z nas nie zapytała ani nie potwierdziła że przylot jest 28 a nie 29 ale za to wiedziałyśmy ze wylatuje 1 listopada 😂


Dzisiaj wspominałyśmy tą historię i po raz kolejny wywołała u nas śmiech aż do łez... Ale jakie my obie byłyśmy zdziwione wtedy. Te momenty ciszy w telefonie gdy obie próbowałyśmy ogarnąć powagę sytuacji jednocześnie obie mając polewkę z tego co się wydarza. Moje zwątpienie, ze moze ona jednak żartuje i jej bezradne "acha" gdy sie zorientowała ze ja na nią nie czekam bo dziś nie ten dzień... 

A jeszcze jej mąż jej mówił dzień wcześniej  - zadzwoń do Edzi czy ona na pewno z Turcji wróciła i czy będzie czekać, a Ewcia pewnikiem ze przecież ja wiem i będę 

Więc ludziska - ile znacie osób co mają czasoprzestrzeń? bo ja już znam dwie a co najgorsze zaczyna mi się udzielać. Ale to moze o tym innym razem 

9 października 2020

Przepraszam Panią Rzwódkę, czy idzie pani na randkę w ciemno?

 Szanowni Panie, Panowie, Państwo i Chamstwo też

Witam Was serdecznie na blogu po obecności niewielkiej, jakieś niecałe dwa lata tylko, a czymże jest 2 lata podłóg całej wieczności i czy w ogóle czas istnieje? Czymże jest czas szanowni czytelnicy tego posta...

Chciałabym Wam oznajmić z nutką radości, nostali i rozgoryczenia jak i niezmiernego ulżenia na duszy, żem siem rozwiedła... At i tak to bywa, się panną z odzysku zrobiłam na lata stare.. 

Jakby na to nie patrzeć, to za miesięcy jakieś dwa będę mieć lat 40 a największy wyczyn jaki popełniłam do tej pory to dziecko i rozwód...

Dziecko wszakże już dorosłe, wiec to poczynienie było dawno temu, rozwodzenie się w miarę nowe, ale co za tym idzie... szanowni państwo i nie państwo... Randeczki. 

Za mną kilka randek już... i nadal zdecydowanie wolę być singlem... Oto co się zadziało...

Słuchajcie słuchajcie

Tinder odpalony i pełna entuzjazmu i radości przewijam palcem by na ekranie ujrzeć księcia z bajki co mnie z tej niewoli zabierze i żyć (no już nie za długo ale jeszcze tam trochę) szczęśliwie będę...

Pełna entuzjazmu najlepsze ujęcia mojej twarzy wlepiłam (= zdjęcia, gdzie skutecznie ukrywam trzeci podbródek, bo drugiego się już kurwa nie da schować) i z optymizmem i nadzieją szukam szczęścia w miłości...

nie, nie, nie, nie... kurwów mać czyżby same zdesperowane tragednie na Tinderze? Ale czekaj, czekaj.. po jakimś 32999999 pzesunieciu palcem na nie (dla niewtajemnicznoych Tinder to portal randkowy, jak się ktoś ci podoba, przesuwasz w lewo, jak brzydal palcem w prawo, jak się sobie nawzajem przesuniecie na tak, to można zacząć rozgaworę)

No i jest... uśmiech ładny, zęby proste, oczy prosto, czupryna na głowie bujna, mówi, że wysoki, nie żonaty, nie dzieciaty, własny dom, auto, praca.. czytam, patrze, ideał, bedzie ślub... ja na tak, on na tak, dopasowali się.. jest rozmowa, umawiamy się na randkę... o jezusie 

Z okazji randki kupiłam nową szminkę, a niech tam mi usta płoną czerwienia, heloł darling... 

Odziana, odmalowana, włosy świeżo wytapirowane, paznokcie zrobione, dupa umyta.. (nie to że dupe myję tylko na randki, ale na radnkę umyję i ogolę, żeby nie było, że mi się kłak pod gumkę w gaciach zawinął  i ciągnie niesymaptycznie) 

Wchodzę do pubu szukajac mojego Tinderowego przyszłego męża w tłumie brzydali... ale nie widzę... nosz kurwa... nie przyszedł? spóźniony? a pisze że jest... 

Stoję z tym telefonem, duszno mi.. Podchodzi jakiś typ wzrostu mi pod pachę, łysy, jakiś nieogarnięty i się na mnie gapi... uśmiecham się niepewnie, bo z wariatami nigdy nie wiadomo, lepiej bez agresji... może kurwa psychopata i mnie w drzwiach nożem zadźga, filmy różne oglądałam, nic mnie juz nie zdziwi...

- Hello - -się do mnie odzywa to coś co przede mną stanęło

Ignoruję, bo z wariatami lepiej nie zaczynać

- Hello - powtarza się, gapi się, tuptam niepewnie z nóżki na nóżkę, gdzie jest mój przystojny, wysoki brunet w zielonymi oczami??

- Hello... - no i chuj się nie poddaje koleś...

- Czego kurwa chcesz - pytam już podirytowana 

- Może się czegoś napijemy?

- Nie, dziękuję, czekam na kogoś

- Na mnie

- Pffff - parsknęłam - no raczej nie sądzę, no chyba że jesteś Jonathan, masz 180cm wzrostu, ciemne włosy i jesteś umówiony ze mna

- Hej, to ja Jonathan, mieliśmy się spotkać dzisiaj właśnie

Stoję, zdziwiona...

- Sorry, ale na zdjęciu wygladasz zupełnie inaczej

- Errrrm... bo na zdjeciu jestem z kolegą, i chyba kolegę opisujesz

- a sorry a wzrostu ci raptowie ubyło czy jak?

- a nie to trochę przesadziłem

- trochę?

- no niski jestem i nie chciałem być dyskryminowany

- weź no chłopie butelkę wina bo na trzeźwo to nie dam rady

Poszedł, kupił, przyłazi, polewa, piewszą lampkę jednym łykiem wypiłam, bo inaczej nie da rady...

W sumie jak siedzi - myślę sobie- to od góry nie widać, że stópkami nie sięga ziemi i macha kurwa nimi jak przedszkolak 

No ale może jest fajny... Dam dziecku szanse... Wino kupił.. Edziu małe jest piękne, bedzie dobrze, ok, niski, chudy, łysy, może chociaż ten dom i samochód i praca są prawdziwe, jeśli chłop ma jakoś poukłądane pod sufitem to może się dogadamy, pamiętaj Edziu, do młodości ci nie idzie, trzeba rozsądnie.. niech zagada... może gadkę ma...

- Mogę ci zadać pytanie - przerwa moje myśli Johnatan

- Dawaj 

- Masz majtki? 

Zachłysnęłam się kurwa winem

-  Że co kurwa pytasz?

- Masz majtki? bo ja nie mam i mnie spodnie uwierają we właściwych miejscach...

- Znaczy się w dupie cie uwiera....szkoda że tam w mózgu nic się nie trze...

Wstałam, na stojąco dopiłam wino, wyszłam

Nawet się nie obejrzałam, numer skasowany i zablokowany zanim opuściłam pub...

Ja pierodlę. Zemrę będąc wtórną dziewicą... 

Randka w ciemno ... Ja - 0  obleśny typ - 1



5 stycznia 2019

Przepraszam Panią, ja wysłać chciałem

przychodzi facet do banku...

- przepraszam, ja chciałem wysłać ten czek
- znaczy chciał pan wpłacić na konto?
- nie, wysłać chciałem

to pytam inaczej...
- a na jakie konto chciałby pan wysłać ten czek?
- nie na konto prosze pani, na adres chciałem wysłać, pani patrzy, tu mam list, piszą, że czek mam na ten adres, o tu wysłać i żadnej innej opcji
- na adres, proszę mi pokazać to ja zobaczę może...
- tak proszę pani, tu mam adres, zadzwonilem bo myślałem, że może jakoś inaczej można ale mi kazali wysłać ten czek na ten adres
- no tak, zgadza się, to proszę pana trzeba na pocztę, tu jest bank i my możemy tylko wpłacić komuś ewentualnie.
- ale czek mam z waszego banku
- zgadza się, książeczkę czekową ma pan naszą, bo zapewne jest pan naszym klientem, natomiast my jeszcze nie posiadamy możliwości wysyłania czeków klientów, może w przyszłości
- to co ja mam zrobić?
- proszę ten czek w kopertę, zaadresować i na poczcie wysłać
- a to trzeba będzie zapłacić?
- obawiam się, że za znaczek trzeba
- a ile prosze pani kosztuje polecony?
- nie wiem proszę pana to na poczcie panu powiedzą
- a ma może pani kopertę?
- mam, mogę dać
- i pani mówi, że mi nie może wysłać?
- no niestety nie
- to po co koperty macie?
- żeby sobie można było na przykład wybrane pieniądze z konta w kopetę włożyć, albo jakieś wydruki
- acha... to ja musze z tym czekiem na pocztę?
- tak jest
- i tam mi wyślą?
- tak jest
- mimo że to jest czek z waszego banku to mi na poczcie to mają zrobić?
- tak jest, na poczcie się wysyła listy a tutaj się wpłaca czeki na konto
- nie, ja wpłacić nie chcę, ja wysłać chcę
- to tak jak mówiłam, na pocztę trzeba
- to nie ma sensu... przecież ja listu nie wysyłam tylko czek
- no ja wiem, żadnego sensu nie ma wcale a wcale no i widzi pan no trzeba aż na pocztę...
- dziękuję pani za pomoc
- proszę uprzejmie...
- i pani jest pewna, że to na poczcie
- jak najbardziej
- tylko, zebym nie musiał się wracać, bo jak mi na poczcie powiedzą, że to w banku jednak?
- myślę, że będzie dobrze i się już dzisiaj nie zobaczymy
- to dowidzenia
- miłego dnia

wzrusza człowiek ramionami i się zastanawiam czy ja już rozum straciłam czy też ludzie już kompletnie logiki nie posiadają

31 sierpnia 2018

Przepraszam Pania, a czemu pani ryczy?

Najgorsze są wieczory, człowiek siada sam ze sobą i napędza umysł refleksjami.

Najgorsze są wspomnienia i to przewijanie palcem po ekranie telefonu, to czytanie nieustanne rozmów wszelakich... i na chwilę pojawia się uśmiech gdy w głowie powróci jakiś przyjemny obraz.. a potem staje się torturą, jakimś takim ciosem w klatę, że ci braknie tchu i od razu zaczynasz szklić oczy i tak nie chcesz a ci się wydobywa z piersi jakieś jęknięcie pomieszane ze szlochem i jakies takie zawycie niby psa, niby wilka, niby miarknięcie kota, niby zdychasz ale nie...

kurwa nadal żyjesz, ocierasz gębę bo na gębie jakaś ropacz, jakby ci ulubioną rybkę z akwarium kot zeżarł... smutno ci.. a przecież... przecież bedzie dobrze...

zapal paierosa, wytrzyj zasmarkaną gębę, przestań jęczeć, rybka ci nie zdechła, kot jej nie zeżał, po prostu ktoś w twoim życiu okazał się kompletnym idiotą i po co ta rozpacz? że się nie odzywa? że cisza nastała. pogadaj kurwa z panią na infolinii, może ci tarota postawi, zadzwoń na jakąś infolinię urzędową to se posłuchasz przez godzinę muzyki jak cię na wstrzymanie wrzucą...

Ogarnij się... trzeba się ogarnąć