14 lutego 2026

Proszę pani poszukuję ideału, czyli czy takowy istnieje?

Czy istnieje facet idealny – dla mnie?

Chciałabym się zakochać. I mieć faceta… – mówię spokojnym głosem, z nutką nostalgii, trochę bardziej do siebie niż do słuchawki, w której oddycha moja koleżanka.

Z drugiej strony słyszę tylko zdziwienie
– Edzia, ty, serio?

– Nie wiem – odpowiadam zgodnie z prawdą - Ale… czy to nie byłoby miłe, tak po prostu z kimś dzielić życie? Takiego mieć niegrzecznego misia, no wiesz z wyglądu brutal wewnątrz złote serce ciepły miły ale żeby jak tak spojrzeć, to strach się nie bać , jak na filmach z Hallmarku

Zapadła cisza. I zanim na dobre zdążyłam się rozmarzyć o trzymaniu się za ręce i wspólnych wieczorach z winem i śmiechem z moim brutalem w stylu Jason Mama czy Dwayne Johnson, ciszę przerwał głośny śmiech.

– Edzia, naprawdę?

– No… nie wiem – mówię trochę zagubiona, bo serio… faceci teraz to tacy… no, nijacy? Jedni wiecznie zagubieni, drudzy przestraszeni, trzeci wciąż niegotowi. Ch wyłysiał prawie doszczętnie ale jeszcze nie wie kim chce być gdy dorośnie i jaki jest jego cel związkowy. A jeszcze inni – jacyś dziwnie cyfrowi, jakby bardziej obecni w ekranie niż w realu. 

– A jakiego byś chciała? Tego „idealnego dla siebie”?

– No, takiego ogarniętego. Żeby miał pracę. Mieszkanie. Finanse mniej więcej pod kontrolą. Żeby jego jedyną rozrywką nie było upijanie się w samotności i spanie do trzynastej. Żeby był dojrzały emocjonalnie i wiedział, kim chce być, gdy już nie będzie się musiał mamusi pytać o zdanie...

– Okej… i co jeszcze?

– Żeby miał jakieś hobby – takie prawdziwe, a nie tylko kolekcjonowanie byłych i wysyłanie zdjęć prącia do przypadkowych kobiet. Żeby nie kręciło go godzinami scrollowanie insta lasek z wywalonym cycem i przyklejonym filterkiem wygładzającym wszelkie zmarszczki i wydymającym usta.  Żeby umiał jeść nożem i widelcem i mył ręce przed posiłkiem. 

Tu słychać znów śmiech w słuchawce.
– No co? To ważne! Jak mam z kimś dzielić życie, to nie mogę patrzeć, jak mi palcami szarpie kurczaka jak neandertalczyk. To nie jest estetyczne dla mnie. Siedzi taki, dupe drapie a potem grzebie w kurczaku.

– Dobra, dalej. Co jeszcze?

– Żeby był romantyczny, ale z umiarem. Za dużo romantyzmu to ja nie zdzierżę. Jakby mi co drugi dzień śpiewał serenady, to też by mnie szlag trafił. Ale żeby potrafił gestem chociaż od czasu do czasu.. Kwiatki bez okazji. Ciepłe słowo. Żeby widział, że ma skarb, a nie brał to za pewnik. Żeby był odpowiedzialny – za siebie i za innych. Żeby ogarniał wokół siebie, nie oczekując, że będę mamusią, żoną i kochanką w jednym. Bo ja nie mam zamiaru nikomu podtykać obiadków pod nos, a potem jeszcze pytać, czy zjadł wszystko i może deser? Żeby wiedział że naczynia się same nie zmywają i dom się sam nie sprząta. 

– No Edzia… wymagania masz.

– Wiem. I dobrze. Bo ja nie szukam księcia. Szukam partnera. A to różnica.

Bo wiecie, mój facet idealny to też taki, który:

– potrafi słuchać, a nie tylko czekać, aż przestanę mówić, żeby znów mógł powiedzieć coś o sobie,
– nie panikuje, gdy widzi emocje – nie musi ich rozumieć, ale dobrze by było, gdyby ich nie wyśmiewał,
– umie się śmiać z siebie – a nie tylko z innych,
– wie, że „pomoc w domu” to nie pomoc, tylko wspólne życie,
– nie boi się terapii, bo rozumie, że zdrowie psychiczne to nie słabość, tylko higiena duszy,
– ma przyjaciół, ale nie cały harem "koleżanek od zawsze", które nagle przypominają sobie o nim o północy,
– nie ucieka, jak coś idzie nie po jego myśli – tylko rozmawia, oddycha i zostaje,
– umie powiedzieć „przepraszam”, „nie wiem” i „masz rację”,
– i jak powie, że zadzwoni, to dzwoni. Bo słowo coś znaczy.

I jeszcze… żeby nie musiał być idealny. Tylko prawdziwy. Taki, z którym nie będę się czuła „za dużo” ani „nie dość”. Taki, który przy mnie też będzie sobą – nie bohaterem, nie aktorem, nie „facetem z internetów”.

Bo w sumie… ja już nie marzę o księciu.
Chcę kogoś, kto po prostu przyjdzie, usiądzie obok i powie:
– Cześć Edzia. Zrobiłem herbatę. Z miodem. Bo wiem, że tak lubisz.


Brak komentarzy: